Klasztor Świętego Krzyża i klasztor Zbawiciela

Klasztor Świętego Krzyża i klasztor Zbawiciela

Przed wyjazdem do Libanu oprócz kontaktu do siostry Laury dostałem również numer telefonu do ojca Marona, zakonnika kościoła maronickiego. Już podczas naszej pierwszej rozmowy telefonicznej zaoferował, że może być moim przewodnikiem po Libanie.

Z ojcem Maronem spotkałem się rankiem drugiego dnia pobytu w Bejrucie. Wtedy właśnie zaoferował, że możemy razem odwiedzić siostrę Laurę, co jak się później okazało zaoszczędziło mi wycieczki nie do tego Ain el-Rommane co trzeba. Wcześniej jednak zabrał mnie do położonego na północ od centrum Bejrutu, w dzielnicy Żal al-Dib, klasztoru libańskiego zgromadzenia Sióstr Franciszkanek od Krzyża.

Zgromadzenie założył w roku 1930 kapucyn, błogosławiony ojciec Jakub, libański maronita żyjący w latach 1875-1954. Początkowo założył je z myślą o opiece nad starszymi, opuszczonymi księżmi, ale z czasem zgromadzenie objęło swoimi działaniami wszystkich ludzi starszych i pozostawionych bez opieki, później także ludzi umysłowo chorych. Impulsem do założenia zgromadzenia było spotkanie z chorym na malarię i opuszczonym kapłanem, który swojej choroby nabawił się służąc ludziom podczas I Wojny Światowej. Dzieło bł. ojca Jakuba rozrosło się do tego stopnia, że w tym momencie jego zgromadzenie prowadzi największy w kraju szpital i ośrodek dla umysłowo chorych, jak również zgodnie ze swoim pierwotnym powołaniem dom opieki.

Klasztor położony jest na szczycie wzgórza wznoszącego się nad wybrzeżem Morza Śródziemnego. Trzeba przyznać, że widok ze szczytu jest rzeczywiście niezwykły – z trzech stron widać wznoszące się wzgórza i pnące się po nich osiedla, bardzo mocno odcięte linią brzegu. Jeśli spojrzeć na południe widać nawet wieżowce centrum Bejrutu i jego port.

Pierwotny dom zgromadzenia, teraz zamieniony na muzeum poświęcone osobie bł. ojca Jakuba, to budynek o ciekawej architekturze. Wejście prowadzi nas do wielokątnego, piętrowego atrium otoczonego arkadami. Wokół niego na pierwszym piętrze znajdują się cele, w których w tym momencie wystawione są pamiątki po założycielu. Przedłużeniem atrium jest kościół Matki Boskiej Pani Morza. Obraz patronki kościoła został namalowany przez samego bł. ojca Jakuba, który był niezwykle utalentowanym człowiekiem. Oprócz oczywistych umiejętności organizacyjnych potrafił również malować i grać na organach. W muzeum zachowały się małe organy, które błogosławiony miał nosić ze sobą na plecach, i przy nadarzających się okazjach uczył ludzi pieśni religijnych.

Obecnie obok pierwotnego domu zgromadzenia mieści się drugi, dużo większy, dwupiętrowy budynek otoczony arkadową loggią. Poniżej znajdują się zabudowania szpitalne. Więcej o działalności zgromadzenia i o samym błogosławionym ojcu Jakubie znajdziecie na stronie zgromadzenia.

Kolejnym miejscem, do którego zabrał mnie o. Maron, był melchicki klasztor Zbawiciela w Żun niedaleko Sydonu. Mieści się on na szczycie góry i żeby do niego się dostać, trzeba naprawdę dobrze kręcić kierownicą po wijących się w górę i zjeżdżających w dół dolin drogach. Jednak widok z góry, szczególnie w czasie zachodu słońca, kiedy chowa się ono za widocznym w oddali morzem, potrafi wynagrodzić najcięższą drogę.

Klasztor został założony przez arcybiskupa Aftimosa (Eutymiusza) Sajfiego w roku 1685. Legenda głosi, że szukając dogodnego miejsca, w którym mógłby przenieść się ze wspólnotą, którą założył kilka lat wcześniej, przybył do wioski, obok której obecnie wznosi się klasztor, a mieszkańcy wyszli mu naprzeciw, żeby go powitać, niosąc w ręku strzelby dla obrony przed grasującymi tam ówcześnie bandami. Bronią zainteresował się diakon towarzyszący Aftimosowi. Oglądając strzelbę pociągnął niechcący za spust i wystrzelił wprost w stojącego naprzeciw niego księdza, który upadł na ziemię powalony strzałem. Słysząc wystrzał Aftimos wykrzyknął: „O Zbawicielu świata!” i pobiegł razem z innymi zobaczyć, co się stało. Kiedy uklęknął przy powalonym księdzu, ten jakby nigdy nic powiedział: „Nie martw się, nic mi nie jest”, wstał i strzepnął z siebie pocisk, który nie zrobił mu krzywdy. Arcybiskup Aftimos uznał to za znak od Boga i postanowił wnieść w tym miejscu klasztor, który poświęcił Zbawicielowi.

Obecnie przy sporych rozmiarów klasztorze mieści się również szkoła z internatem otwarta dla dzieci wszystkich religii i wyznań.

Tomasz Kania

Poprzednie teksty z cyklu "odkrywamy Liban":

Bejrut - pierwszy spacer po mieście

Małe Siostry z Nazaretu

________________________

Podoba Ci się to, co robimy? Buduj z nami Dom Wschodni!