Moja droga z Egiptu do Gruzji

Moja droga z Egiptu do Gruzji

Moja historia jest długa i trudna, przedstawię ją wam pokrótce.

Jestem Egipcjaninem, urodziłem się w muzułmańskiej rodzinie. Moja historia na swój początek w momencie, gdy zacząłem szukać prawdziwego Boga, ponieważ nigdy nie czułem się dobrze w Islamie. Szukałem pokoju, którego w Islamie znaleźć nie mogłem. Po długim poszukiwaniu i porównywaniu religii, po lekturze Biblii i nauk Chrystusa, poprosiłem Chrystusa, żeby dał mi znak, czy jestem na właściwej drodze. Ukazał mi się obok mnie w kościele i położył rękę na moim ramieniu. To był rok 2012. Uwierzyłem, jak wierzą chrześcijanie.

Do 2016 roku próbowałem w Egipcie przyjąć chrzest, ale bez skutecznie. Wspólnoty chrześcijańskie podchodziły do mnie z dużą nieufnością, obawiając się, że moja prośba o chrzest jest prowokacją. Nie miałem bliskich przyjaciół wśród chrześcijan, którzy pomogliby mi wejść do wspólnoty Kościoła. W międzyczasie pracowałem w Kuwejcie, który musiałem opuścić z powodu odmowy uczestniczenia w islamskich modlitwach.

Wybaczcie, zapomniałem się przedstawić… Mam na imię Daniel, to imię przyjąłem w dniu mojego chrztu.

Pewnego grudniowego poranka w kairskiej dzielnicy Szubra spotkałem polskiego księdza, który przebywał w Egipcie z krótką wizytą. Wcześniej kontaktowaliśmy się przez kilka lat za pośrednictwem Internetu, dużo rozmawialiśmy, znał moją historię i przeżywaną w ukryciu wiarę chrześcijańską. Wiedział, że próbuję przyjąć chrzest, co w Kairze wcale nie było takie proste. Spotkaliśmy się właśnie dlatego, żebym mógł wreszcie przyjąć chrzest. Obrzęd dokonał się w ukryciu. Posiadam zatem akt chrztu wystawiony w Kairze przez rzymskokatolickiego księdza z Polski.

W roku mojego chrztu, w Święta Bożego Narodzenia miał miejsce zamach terrorystyczny w koptyjskiej katedrze patriarchalnej. Zginęło wielu chrześcijan, skutkiem czego podjęto zaostrzone kontrole bezpieczeństwa we wszystkich kościołach miasta. Policja sprawdzała dowody osobiste każdego, kto chciał wejść do kościoła. W tym momencie wejście do kościoła stało się dla mnie bardzo trudne, ponieważ w moim dowodzie jest zanotowane, że jestem muzułmaninem.

W tym czasie odbywał w Egipcie wizytę polski dziennikarz, który między innymi relacjonował sprawę zamachu w kościele dla polskiej telewizji. Spotkaliśmy się, dzięki czemu mogłem opowiedzieć o sytuacji chrześcijan w Egipcie, zwłaszcza tych którzy są konwertytami z Islamu, o trudnościach, z którymi muszą się mierzyć. Sam musiałem trzymać się z daleka od kościołów ze względu na bezpieczeństwo własne oraz Kościoła, który mógłby być oskarżony o chrzczenie muzułmanów.

Nosiłem jednak w sobie silne pragnienie dołączenia do wspólnoty chrześcijańskiej, żeby w niej wzrastać. Chciałem chodzić na mszę, poznawać lepiej naukę Kościoła, rozwijać się duchowo i po prostu żyć jako chrześcijanin. To nie był łatwy dla mnie czas, męczyło mnie nieustanne zastanawianie się, jak to mogę zrobić. Któregoś dnia moja mama znalazła krzyż w moim pokoju i patrząc na mnie zapytała: „Co to jest?”. Milczałem. Usłyszałem od niej, że jeśli chcesz zostać chrześcijaninem, to musisz opuścić ten dom na zawsze. To była najtrudniejsza sytuacja, z którą musiałem się zmierzyć.

Nie mogłem dłużej znieść sytuacji bycia chrześcijaninem, który się ukrywa nie mogąc nawet wejść pójść do kościoła. Wtedy pojawiła się myśl o wyjeździe do innego kraju, który da mi wolność religijną. Chciałem przenieść się do jakiegokolwiek chrześcijańskiego kraju. W sposób naturalny pomyślałem o Polsce, ale odmówiono mi wizy. Wtedy zdecydowałem się na podróż do Gruzji, kraju, o którym wiedziałem tylko tyle, że nie wymaga od Egipcjan wizy. Jasne, że było to ryzykowne: nie znam kraju, nie mam tam żadnych kontaktów, ale myśl że zacznę od nowa i będę mógł bez strachu żyć jako chrześcijanin sprawiła, że podjąłem ryzyko.

Po przyjeździe starałem się jak najszybciej poznać Gruzję. Znalazłem adres katolickiej parafii św. Pawła, gdzie posługuje ksiądz z Polski. Gdy przyjechałem i wszedłem do kościoła towarzyszyło mi silne poczucie bezpieczeństwa i pokoju. To były piękne dni, nie przejmowałem się trudnościami, chłonąłem możliwość chodzenia do kościoła bez strachu. Czułem, że jestem w Gruzji z woli Boga.

Mimo dojmującego poczucia samotności czułem, że bardzo chcę zostać w Gruzji z racji na doświadczenie pokoju i bezpieczeństwa oraz możliwości chodzenia w sposób wolny do kościoła. To nadawało sens mojej decyzji wyjazdu z kraju i poświęcenia rodziny, przyjaciół i całego znanego mi świata. Złożyłem wniosek o azyl. Otrzymałem już status uchodźcy i zgodę na trzyletni pobyt.

Gruzja jest jednak krajem ubogim. Jako uchodźca nie otrzymuję żadnego wsparcia: ani miejsca do mieszkania, ani środków finansowych na życie. W czasie pobytu w Gruzji podejmowałem różnego rodzaju prace, żeby opłacić koszty wynajmu mieszkania i wyżywienia. Bezrobocie w Gruzji jest jednak duże, język trudny do opanowania, co moją sytuację na rynku pracy czyni wręcz beznadziejną. Sporo pomogli mi w tym czasie przyjaciele z Polski, jakieś pieniądze sam potrafiłem zarobić, ale nie kryję, że sporo musiałem przeżyć dni bez żadnego posiłku.

Mieszkam w Gruzji już prawie od dwóch lat, z dala od mojego kraju i rodziny. Często jestem całkowicie sam. Jednak w Biblii jest napisane: „Błogosławiony mąż, który wytrwa w próbie, gdy bowiem będzie jej poddany, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują” (Jk 1,12). A także: „Ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, i tylko nieliczni ją znajdują” (Mt 7,14). Więc trwam.

Daniel

__________________________________

"Dom Wschodni" chce wesprzeć Daniela w ramach projektu "Daj pracę!". Będziemy bardzo wdzięczni za Waszą pomoc w stworzeniu budżetu, który pozwoli nam go zatrudnić.

Środki na pracę dla Daniela można przekazywać na konto naszego Stowarzyszenia:

Stowarzyszenie "Dom Wschodni - Domus Orientalis"
ul. Więckowskiego 13, Łódź
mBank: 70 1140 2004 0000 3002 7483 9388
Tytył przelewu: Daj pracę

Można także skorzystać z usługi DotPay:

Przekaż 10 PLN
Przekaż 30 PLN
Przekaż 50 PLN
Przekaż 100 PLN
Przekaż 500 PLN

Bardzo dziękujemy!