Nieopowiedziana, szybko pogarszająca się sytuacja w Irackim Kurdystanie

Nieopowiedziana, szybko pogarszająca się sytuacja w Irackim Kurdystanie

Tekst: Emmaly Read

Tłumaczenie: Ola Karmowska

 

Sytuacja w Kurdystanie jest o wiele bardziej dramatyczna niż jest to opisywane. Na południu, Kirkuk nie tylko został zaatakowany, ale również miały miejsce kradzieże, mordy oraz niektórzy mówią o gwałtach. Ponad 10 tysięcy ludzi opuściło miejsce starć w Kirkuku i sąsiednie obszary. Irackie wojsko zapewniło, że zatrzymają się na 2003. linii kurdyjskiego regionu autonomicznego, jednak Hash’d al Shaabi (PMU) nie uszanowało tych ustaleń i obecnie przekracza tę linię. Turcja natomiast oświadczyła, że jeśli jakiekolwiek siły wejdą do Erbilu, stolicy Kurdystanu, wówczas będzie bronić integralności kurdyjskiego regionu i bombardować wszystkich intruzów. To oświadczenie zaskoczyło wielu ze względu na retorykę stwierdzającą, iż kurdyjska autonomia jest w jakiejś mierze nielegalna, a granice tureckie miałyby być zagrożone.

We wschodniej części kurdyjskiego regionu autonomicznego Iran miał nieformalne siły, które skradały się w głąb kurdyjskiego regionu, powodując strach u Kurdów tam mieszkających, którzy zaczęli wyczuwać zbliżającą się inwazję. Sulejmanija była centrum potencjalnych celów irańskich, jeśli chodzi o inwazję, a Iran użył Hash’d al Shaabi by móc ruszyć w głąb Sulejmaniji, gdy irackie wojska się zatrzymają.

To, o czym w ogóle się nie mówi jest fakt, to 1.3 miliona ludzi, którzy żyją już jako wewnętrznie przesiedlone osoby (IDP) w obozach, w zachodniej części państwa. Ja mieszkałam w obozie Bajed Kandala przez dwa i pół miesiąca i obserwowałam pogarszające się tam warunki, od czasu referendum. Podczas tygodnia referendalnego Turcja przeprowadzała ćwiczenia wojskowe na swojej granicy. To z kolei spowodowało mobilizację Peszmergów i niepokój w przygranicznym obozie Bersivy. Tysiące Jezydów powróciło do Shingalu (Sindżaru), a to zaczęło być problemem wówczas, gdy wiele osób chciało powrócić po kilku tygodniach ze względu na brak bezpieczeństwa oraz rezerw w regionie Shingalu. Niewielu opuściło nasz obóz, Bajed Kandala, poprzez Faysh Khabur; trzy osoby, które się tego podjęły zginęły; weszły na minę, która nie została rozbrojona w ich własnym domu. Masowa migracja ludności z obozów jest dużym problemem: osoby, które zdecydowały się na opuszczenie obozu UN, jeśli pragną powrócić, nie mogą tego po raz kolejny uczynić. Te zabezpieczenia oczywiście mają na celu kontrolę bezpieczeństwa osób wewnętrznie przesiedlonych oraz uchodźców i z pewnością zostały ustalone w dobrej intencji, jednak w praktyce redukuje to pomoc dla prawdziwie potrzebujących. Z tego co słyszałam, UN robi wyjątki jeśli chodzi o migrację ludności z i do obozów, wówczas gdy jest bardzo wiele osób migrujących w niestabilnym regionie.

Poniżej podsumowuję wydarzenia, które miały miejsce w ostatnich dwóch tygodniach w rejonie Shingalu, a które do tej pory nigdzie nie były opisywane.

Podczas dwóch ostatnich tygodni miał miejsce wielki zwrot w KRG i Bagdadzie. Dwa tygodnie temu Hash’d al Shaabi wraz z irackim wojskiem kontrolowali całe południe granicy miasta Shingal. 16 października Hash’d al Shaabi zajęło miasto Shingal bez żadnych walk. Jezydzi z Peszmergi prosili KRG o pomoc lecz wszystkie jednostki stacjonowały już wówczas w Kirkuku. 17 października PKK rozmawiało z pozostałymi jezydzkimi generałami na temat zdobyczy terytorialnych oraz warunkach poddania się. 18 października wojsko irackie pozostawiło kilka helikopterów oraz wielu żołnierzy w mieście Shingal, z bezpośrednim dostępem do Bagdadu. Konfiskowali również całą broń mieszkańcom miasta, a także zaczęli okradać sklepy jak i kraść samochody. Tej nocy bojownicy tzw. Państwa Islamskiego (Daesz) powrócili do miasta Zummar i zaczęli atakować jego mieszkańców. Wielu zdołało uciec (włączając rodzinę doktora pracującego w obozie Bajed Kandala) do Duhok oraz Zakho i tam pozostają do dzisiaj. Peszmergowie wygnali Daesz tej samej nocy, jednak Zummar stał się polem walk pomiędzy Peszmergami a wojskiem irackim od 20 października. 19 października znacząca liczba sił irackim oraz Hash’d al Shaabi miała duży dostęp do przechwycenia terytorium aż do Rabii (miasto graniczne z Syrią w północnej części rejonu kurdyjskiego).

20 października Jezydzi zostali zaproszeni do dyskusji na temat tego, co jezydzka populacja powinna zrobić w sprawie rozwijającej się wojny. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że im mniej walk, tym lepiej. Następnego dnia Jezydzi od Sheffradin aż do Rabii zdjęli kurdyjską flagę i powiesili iracką. 22 października krążyły pogłoski o kolejnych kradzieżach oraz nadużyciach ze strony Hash’d al Shaabi, aż do Rabii, a 23 października Peszmergowie oraz Hash’d al Shaabi starli się w mieście Rabia. 24 października Jezydzi z obozu Bajed Kandala zaczęli obawiać się starć pomiędzy dwoma stronami, ponieważ to z pewnością wymogłoby ich kolejne przesiedlenie. Peszmergowie umieścili swoje wojska za obozem Bajed Kandala, na polu naftowym, naturalnie dając do zrozumienia, iż niestety obóz również stać się może kolejnym polem walki. Wszystko zdawało się całkiem spokojne do 26 października, kiedy to Jezydów z obozu obudziło nad ranem bombardowanie, które trwało do 9 rano. Joint Help For Kurdistan (JHK), szwedzka pozarządowa organizacja operuje w obozie Bajed Kandala II od trzech lat. Służą jako szpital dla 6-ciu tysięcy Jezydów. Na dzień dzisiejszy, 26 października, pomagają wszystkim cywilom oraz Peszmergom rannym w starciach na liniach frontu. W obozie Bajed Kandala I, któremu pomagała inna międzynarodowa organizacja, została zawieszona pomoc ze względów bezpieczeństwa, czyniąc JHK jedyną organizacją która musi pomoc dziś więcej niż 13-stu tysiącom ludzi.

Również ja, ze względów bezpieczeństwa, musiałam opuścić Kurdystan; niemniej kontakty na miejscu informują mnie o wszelkich zmianach kilka razy w ciągu dnia.

Kryzys humanitarny, który rozwija się w tym regionie jest okropnie niedoszacowany. Rodziny, które nigdy nie były wcześniej przesiedlone, teraz musiały zmienić miejsce swojego pobytu. Rodziny, które były już wcześniej przesiedlone, są obecnie przesiedlane po raz kolejny. Jest dostęp do jedzenia i wody, jednak stan ten będzie się pogarszać podczas gdy drogi handlowe będą odcinane przez wojnę, a punkty poboru wody opuszczane. Zima się zbliża, zwłaszcza na terenach górskich, gdzie wielu przesiedleńców żyje już w tym momencie, a co niechybnie będzie zwiększać liczbę zmarłych z powodu zamarznięcia. Wszystko o czym tu pisałam traktuje jedynie o fizycznym bezpieczeństwie ludności, nawet nie wspominam o emocjonalnej i psychologicznej traumie, która objawia się na wspomnienia obcowania z Daesz (tzw. Państwem Islamskim). Ci ludzie potrzebują pomocy, a podczas wojny pracownicy humanitarni, jak ja, nie mogą niestety pracować wydajnie. Świat musi wystąpić o zmiany naciskając Iran, Bagdad oraz KRG, by zakończyć walki i stworzyć środowisko dla wolontariuszy i pracowników humanitarnych, by mogli kontynuować swoją pomoc.

 

Aktualizacja z 29 października 2017:

 Główna droga między miastem Shingal, która biegnie przez Sheffadin oraz Rabię, została zamknięta dla wszystkich cywilów od 22 października. To sprawiło, że ludzie zostali uwięzieni w strefie wojny i niestety odcięło również drogę dostarczenia jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz. Na terytoriach kontrolowanych obecnie przez Hash’d al. Shaabi, wszystkie lokalne oraz międzynarodowe organizacje pomocowe zawiesiły swoją działalność ze względów bezpieczeństwa i wyjechały; te, które chcą obecnie powrócić, nie mogą tego uczynić.